Znasz to uczucie, kiedy potrzebujesz, żeby ktoś powiedział Ci, że jesteś wystarczający/a?
Że dobrze wyglądasz. Że dobrze pracujesz. Że jesteś ważny. Że jesteś ciekawy. Że ktoś Cię lubi.
I nawet jeśli usłyszysz to raz, dwa, pięć razy… po chwili znowu wraca niepokój. Znowu pojawia się pytanie:
„Ale czy na pewno jestem wystarczający?”
Dzisiaj chcę opowiedzieć o tym, dlaczego niektórzy ludzie stale potrzebują potwierdzenia swojej wartości. Dlaczego czasami żadne komplementy, sukcesy, osiągnięcia, relacje czy lajki nie wystarczają na długo.
Przy takiej dynamice, jest w środku część, która od dawna nosi ciężar przekonania:
„Nie jestem wystarczający.” „Nie jestem ważny.” „Muszę zasłużyć na miłość.” „Muszę udowodnić swoją wartość.”
I wokół tej części bardzo powstaje cały system ochronny.
W NVC mówimy o tym, że wszyscy mamy ważne potrzeby. Potrzebę miłości. Potrzebę kontaktu. Potrzebę bezpieczeństwa. Potrzebę bycia widzianym. Potrzebę wpływu.
I jedną z potrzeb jest potrzeba poczucia własnej wartości.
Nie chodzi tutaj o narcyzm. Nie chodzi o poczucie wyższości. Chodzi o głębokie przekonania:
„Jestem wartościowy taki, jaki jestem.” „Moje potrzeby są ważne.” „Mam prawo istnieć.” „Nie muszę zasługiwać na miłość osiągnięciami.” „Jestem wstanie poradzić sobie z przeciwnościami, które niesie życie.”
Problem polega na tym, że wiele osób nie doświadczyło w kluczowym okresie rozwoju zaspokojenia potrzeby poczucia własnej wartości.
Być może były chwalone tylko za wyniki. Być może dostawały uwagę tylko wtedy, kiedy były grzeczne, pomocne albo odnosiły sukces. Być może słyszały:
„Nie przesadzaj.” „Inni mają gorzej.” „Nie bądź taki wrażliwy.” „Musisz bardziej się starać.” „Stać Cię na więcej.”
I wtedy jakaś część zaczyna wierzyć, że nie jest wystarczająca taka, jaka jest.
W IFS powiedzielibyśmy, że jest jakaś zraniona część, która nosi ciężar wstydu, niewystarczalności.
To może być część, która utknęła w tej przeszłości, często mając tylko kilka lat.
I ona nadal wierzy, że jeśli nie będzie idealna, to nie zasłuży na miłość.
A potem wokół niej zaczynają pojawiać się części ochronne.
Jedna część może próbować zdobywać sukcesy. Taka część mówi:
„Musisz więcej osiągać.” „Musisz być najlepszy.” „Musisz mieć więcej klientów.” „Musisz mieć więcej pieniędzy.” „Musisz być bardziej atrakcyjny.”
Inna część może bardzo potrzebować komplementów, wiadomości, reakcji i uwagi. Może stale sprawdzać telefon. Może analizować, czy ktoś odpisał. Może zastanawiać się:
„Czy on mnie lubi?” „Czy ona jest mną zainteresowana?” „Czy dobrze wypadłem?”
Jeszcze inna część może unikać bliskości albo pokazania siebie. Bo jeśli pokaże siebie naprawdę i nie dostanie potwierdzenia swojej wartości, to będzie to bardzo bolesne.
Więc część ochronna mówi:
„Lepiej się nie wychylaj.” „Lepiej nie ryzykuj.” „Lepiej nie pokazuj siebie.”
Pamiętam klientów, który bardzo często opowiadał, że kiedy ktoś nie odpisywał im kilka godzin, zaczynał czuć ogromny lęk.
Natychmiast pojawiały się myśli:
„Co zrobiłem źle?” „Może jestem nudny.” „Może już nie jestem ważny.” „Może ktoś inny jest ciekawszy ode mnie.”
I początkowo wyglądało to jak „problem z zazdrością” albo „nadmierna potrzeba uwagi”.
Ale kiedy zaczęliśmy pracować głębiej, okazało się, że jest w nich młoda część, która bardzo często doświadczyła trudności w dzieciństwie i uważała się za nieważną i pomijaną.
Ta część nosiła ogromny ból. I kiedy ktoś nie odpisywał, ona mówiła sobie:
„Znowu jestem nieważny.”
Wokół niej były części ochronne. Jedna chciała ciągle pisać i sprawdzać. Druga analizowała każde słowo. Trzecia chciała się wycofać i udawać, że nic nie czuje.
Ale żadna z tych części nie była problemem. One próbowały chronić tę najbardziej zranioną część.
Na warsztatach NVC często spotykam osoby, które mówią:
„Ja bardzo potrzebuję, żeby inni mnie doceniali.” „Jak nie dostanę informacji zwrotnej, to od razu myślę, że zrobiłem coś źle.” „Jeśli ktoś mnie nie pochwali, to nie wiem, czy jestem wystarczająco dobry.”
I kiedy zaczynamy przyglądać się temu głębiej, często okazuje się, że w dzieciństwie uznanie było warunkowe.
Na przykład:
„Byłem chwalony tylko wtedy, kiedy miałem dobre oceny.” „Mama była ze mnie dumna tylko wtedy, kiedy coś osiągałem.” „Ojciec dawał mi uwagę tylko wtedy, kiedy byłem silny.”
I wtedy powstaje bardzo bolesne przekonanie:
„Moja wartość zależy od tego, co robię.”
A nie od tego, kim jestem.
I później jako dorośli ludzie próbujemy zaspokoić tę potrzebę poprzez osiągnięcia, relacje, sukces, wygląd, ilość obserwujących, ilość pieniędzy, ilość klientów.
Ale problem polega na tym, że jeśli źródło poczucia własnej wartości jest na zewnątrz, to nigdy nie daje trwałego spokoju.
Bo zawsze może pojawić się ktoś lepszy. Ktoś atrakcyjniejszy. Ktoś bardziej popularny. Ktoś bardziej kompetentny.
I wtedy system znowu wpada w lęk.
To jest trochę tak, jakby jakaś część w nas miała dziurawy kubek.
Można do niego wlewać uznanie. Można wlewać sukcesy. Można wlewać uwagę. Można wlewać pieniądze.
Ale jeśli w środku jest głębokie przekonanie:
„Nie jestem wystarczający”
To wszystko po chwili przecieka.
Na chwilę robi się lepiej. Na chwilę pojawia się ulga. Na chwilę doświadczają, że są ważni.
Ale potem znowu wraca głód.
I dlatego niektóre osoby stale potrzebują potwierdzenia swojej wartości. Nie dlatego, że są zepsute. Nie dlatego, że są zbyt zależne. Nie dlatego, że mają za duże ego.
Tylko dlatego, że jakaś część w nich jest bardzo głodna bycia widzianą, kochaną i ważną.
To nie znaczy, że nie potrzebujemy uznania od innych. Potrzebujemy. Jesteśmy istotami relacyjnymi. Każdy z nas potrzebuje bycia widzianym, docenianym i ważnym.
Ale problem zaczyna się wtedy, kiedy tylko z zewnątrz próbujemy zaspokoić coś, co potrzebuje wydarzyć się również wewnątrz.
W IFS bardzo ważne jest to, żeby z miejsca naszego rdzenia, które nazywamy Self spotkać się z tą częścią, która nosi ciężar niewystarczalności.
Zamiast ją poprawiać, mówić jej, że przesadza, próbować ją uciszyć.
Można powiedzieć do niej:
„Widzę, jak bardzo boisz się, że nie jesteś ważny.” „Widzę, jak bardzo próbowałeś zasłużyć na miłość.” „Widzę, jak długo to nosisz.” „Nie musisz już robić aż tyle, żeby zasługiwać na swoją wartość.”
I bardzo często dopiero wtedy zaczyna pojawiać się coś nowego.
Nie tylko chwilowa ulga. Ale głębsze doświadczenie:
„Może naprawdę jestem wystarczający.” „Może nie muszę ciągle udowadniać swojej wartości.” „Może mogę być ważny nawet wtedy, kiedy niczego nie osiągam.”
Jeśli zauważasz u siebie silną potrzebę potwierdzania swojej wartości, to nie znaczy, że jest z Tobą coś nie tak.
Być może jest w Tobie część, która od bardzo dawna nie dostała tego, czego potrzebowała.
Zamiast walczyć ze sobą, zawstydzać się albo zmuszać do większej pewności siebie… warto zacząć spotykać tę część z większą łagodnością.
Bo pod potrzebą ciągłego potwierdzania swojej wartości nie kryje się pycha. Kryje się ból.
A pod tym bólem bardzo często kryje się potrzeba bycia widzianym, ważnym i kochanym i przede wszystkim potrzeba poczucia własnej wartości i samoakceptacji.
Jeśli chcesz z tym tematem praktycznie popracować polecam terapię IFS, więcej w zakładce: sesje > IFS.
