Wracasz do domu po dniu pełnym rozmów.
Za Tobą spotkania w pracy, rozmowa ze znajomym, czas spędzony z rodziną. Przez większość dnia byłeś między ludźmi. Rozmawiałeś, słuchałeś, śmiałeś się. Z pozoru niczego nie brakowało.
A jednak po zamknięciu drzwi pojawia się znajome uczucie pustki.
Samotność.
To doświadczenie jest znacznie bardziej powszechne, niż mogłoby się wydawać. Wielu ludzi zakłada, że samotność wynika z braku relacji lub niewystarczającej liczby kontaktów. Tymczasem często problem leży gdzie indziej.
Samotność nie zawsze oznacza brak ludzi wokół. Bardzo często oznacza brak prawdziwego kontaktu.
Bycie samemu a poczucie samotności
W rozmowach o relacjach warto rozróżnić dwie rzeczy, które często są ze sobą mylone.
Bycie samemu jest sytuacją zewnętrzną. Oznacza brak innych osób obok. Możesz spędzać wieczór sam w domu, iść samotnie na spacer czy wypić kawę bez towarzystwa. Dla wielu osób takie chwile są potrzebne i regenerujące.
Samotność jest natomiast doświadczeniem wewnętrznym.
Pojawia się wtedy, gdy nie czujesz się widziany, słyszany lub rozumiany. Możesz znajdować się wśród wielu ludzi, uczestniczyć w spotkaniach, być w związku czy mieć liczne znajomości, a mimo to mieć poczucie, że nikt nie zna Cię naprawdę.
Samotność to nie brak ludzi.
To brak kontaktu.
Brak przestrzeni, w której możesz powiedzieć coś prawdziwego o sobie bez obawy przed oceną, krytyką, radami czy zmianą tematu.
To właśnie ten rodzaj samotności bywa najbardziej bolesny. Jest niewidoczny dla otoczenia, a czasem nawet dla nas samych.
Historia Marka: „Mam wszystko, czego chciałem, i czuję się pusty”
Kilka lat temu zgłosił się do mnie klient, nazwijmy go Markiem.
Miał czterdzieści dwa lata. Był dyrektorem w dużej firmie, miał rodzinę, dom i aktywne życie towarzyskie. Z zewnątrz wyglądał jak człowiek, któremu wszystko się udało.
Na pierwszej sesji powiedział:
„Mam wszystko, czego chciałem. I czuję się bardziej pusty niż kiedykolwiek.”
Pracując metodą IFS (Internal Family Systems), zaczęliśmy przyglądać się różnym częściom jego osobowości. Szybko pojawiła się część, którą nazwaliśmy Dyrektorem.
Dyrektor świetnie radził sobie w relacjach. Wiedział, jak rozmawiać, kiedy się uśmiechać, jak robić dobre wrażenie i jak zachowywać kontrolę.
Jednocześnie był całkowicie wyczerpany.
Przez lata pilnował, aby nikt nie zobaczył zbyt wiele. Dbał o to, by Marek był postrzegany jako człowiek silny, kompetentny i samowystarczalny.
Podczas jednej z sesji zapytałem go:
„Czy jest choć jedna osoba, przy której możesz być sobą bez tej roli?”
Po dłuższej chwili odpowiedział:
„Nie wiem.”
Nie powiedział, że nie ma takiej osoby.
Powiedział, że nie wie.
Po wielu latach funkcjonowania za maską kompetencji stracił kontakt z doświadczeniem autentycznej bliskości.
Kilka miesięcy później odbył ważną rozmowę z żoną. Powiedział jej, że czuje się samotny. Nie po to, aby ją obwiniać. Po prostu chciał powiedzieć coś prawdziwego.
Żona rozpłakała się.
Przyznała, że od lat czekała, aż dopuści ją bliżej do siebie.
Później Marek powiedział:
„Całe życie myślałem, że muszę być silny, żeby mogła mi ufać. Okazało się, że chciała, żebym był prawdziwy.”
Dlaczego tak trudno mówić o tym, co naprawdę przeżywamy?
Historia Marka nie jest wyjątkiem.
Podobny mechanizm obserwuję podczas terapii, warsztatów i Studium Komunikacji w nurcie NVC.
Większość z nas posiada wewnętrzne części, których zadaniem jest ochrona przed zranieniem. Często chronią nas one właśnie przed pokazywaniem tego, co przeżywamy naprawdę.
W dzieciństwie lub w ważnych relacjach mogliśmy nauczyć się, że okazywanie emocji jest niebezpieczne. Być może spotkało się z wyśmianiem, ignorowaniem albo oceną.
Wtedy taki mechanizm miał sens.
Problem polega na tym, że działa również wiele lat później.
Kiedy ktoś pyta:
„Co u Ciebie?”
odpowiadamy:
„W porządku.”
Nawet wtedy, gdy w środku dzieje się znacznie więcej.
Nie dlatego, że nie mamy nic do powiedzenia.
Dlatego, że jakaś część nas wciąż pamięta dawną lekcję: pokazywanie siebie może być ryzykowne.
W ten sposób powstaje błędne koło.
Nie mówimy o tym, co przeżywamy. Inni nie wiedzą, co się w nas dzieje. Nie otrzymujemy kontaktu, którego potrzebujemy. Czujemy się samotni. Samotność utwierdza nas w przekonaniu, że nie warto się otwierać.
I cały proces zaczyna się od nowa.
Historia Kasi: „Nie wiem, czy ktokolwiek mnie naprawdę zna”
Kasia trafiła do Studium Komunikacji mając trzydzieści kilka lat.
Była nauczycielką, miała partnera i bliską rodzinę. Z zewnątrz wyglądała na osobę posiadającą dobre relacje.
Podczas jednego z ćwiczeń powiedziała zdanie, które poruszyło całą grupę:
„Nie wiem, czy ktokolwiek mnie naprawdę zna. I nie wiem, czy to ich wina, czy moja.”
Przez całe życie była osobą pomocną, dostępną i troszczącą się o innych. Zawsze można było na niej polegać.
Paradoksalnie właśnie dlatego rzadko ktoś pytał ją o to, czego sama potrzebuje.
W pracy z NVC często mówimy o potrzebach stojących za emocjami i zachowaniami. Jedną z ważnych potrzeb Kasi była potrzeba bycia widzianą.
Nie tylko jako osoby pomagającej innym.
Także jako człowieka mającego własne trudności, lęki i wątpliwości.
Podczas Studium uczyła się wyrażać swoje potrzeby bardziej wprost. Zamiast oczekiwać, że inni się domyślą, zaczęła mówić o nich otwarcie.
Pewnego dnia powiedziała partnerowi:
„Czuję się samotna w naszym związku. Nie dlatego, że robisz coś złego. Brakuje mi rozmów, podczas których mogę powiedzieć, co naprawdę przeżywam, i czuć, że Cię to interesuje.”
Partner początkowo się bronił.
Po chwili odpowiedział:
„Nie wiedziałem, że tego potrzebujesz. Myślałem, że dajesz sobie radę.”
To zdanie nie rozwiązało wszystkich problemów.
Pokazało jednak coś ważnego.
Brak kontaktu nie zawsze wynika z obojętności drugiej osoby. Czasami wynika z tego, że przez lata nie pokazaliśmy jej, co dzieje się w naszym świecie.
Co naprawdę zmniejsza samotność?
Wiele osób próbuje walczyć z samotnością poprzez większą liczbę spotkań, aktywności czy znajomości.
Problem polega na tym, że samotność rzadko znika dzięki ilości kontaktów.
Znacznie większe znaczenie ma ich jakość.
Prawdziwy kontakt pojawia się wtedy, gdy wydarzą się dwie rzeczy.
Po pierwsze, zdecydujesz się pokazać coś bardziej autentycznego niż zwykle.
Nie musi to być od razu głębokie wyznanie. Czasami wystarczy jedno zdanie bardziej prawdziwe niż automatyczne „wszystko w porządku”.
Po drugie, druga osoba musi być gotowa ten kontakt przyjąć.
Nie każdy potrafi od razu odpowiedzieć empatią i obecnością. Nie każdy ma takie umiejętności. Nie każdy jest w tym momencie gotowy.
Właśnie dlatego tak ważne jest budowanie relacji opartych na bezpieczeństwie oraz rozwijanie własnej zdolności do słuchania i bycia obecnym dla innych.
Dobra wiadomość jest taka, że jest to umiejętność.
Można się jej nauczyć.
Widzę to od lat w pracy terapeutycznej, podczas warsztatów i Studium Komunikacji.
Kiedy zaczynamy mniej oceniać, mniej naprawiać i bardziej słuchać, stopniowo pojawia się więcej kontaktu.
Samotność nie znika całkowicie.
Staje się jednak rzadsza, lżejsza i mniej przytłaczająca.
Pytanie na zakończenie
Zanim zamkniesz ten artykuł, zatrzymaj się na chwilę przy jednym pytaniu:
Kiedy ostatnio poczułeś się naprawdę w kontakcie z drugim człowiekiem?
Nie chodzi o wspólnie spędzony czas czy miłe spotkanie.
Mam na myśli moment, w którym ktoś naprawdę Cię widział i słyszał. Albo moment, w którym Ty byłeś naprawdę obecny dla kogoś.
Odpowiedź może powiedzieć Ci coś ważnego o jakości relacji, które tworzysz dziś w swoim życiu.
Bo ostatecznie nie potrzebujemy jedynie ludzi wokół siebie.
Potrzebujemy kontaktu.
