Empatia jest jednym z tych słów, które bardzo lubimy. Często je powtarzamy, cenimy u innych, chcemy mieć jej więcej w relacjach. A jednocześnie… bardzo łatwo ją pomylić ze współczuciem, doradzaniem albo „byciem miłym”.
W tym tekście chcę pokazać empatię z perspektywy Porozumienia bez Przemocy (NVC) – jako konkretną postawę, która realnie zmienia jakość relacji.
To nie jest kolejna „technika komunikacji”. To sposób bycia przy drugim człowieku.
Empatia a współczucie – subtelna, ale kluczowa różnica
Z perspektywy NVC empatia polega na tym, że jestem przy drugiej osobie.
Przy jej historii.
Przy jej uczuciach.
Przy jej potrzebach.
Towarzyszę temu, co w niej żywe tu i teraz.
Współczucie natomiast bardzo często skupia się na mnie. Na moich skojarzeniach, moich uczuciach, moich wspomnieniach związanych z tym, co słyszę i interpretacjach.
Kiedy ktoś opowiada o swojej trudności, w trybie współczucia w głowie dzieje się coś takiego:
„O matko, też tak miałem… Wiem, co czujesz. To jest straszne. Ja na twoim miejscu…”
W empatii dzieje się coś innego:
„Słyszę, że jest ci trudno. Widzę, że jesteś poruszona. Zastanawiam się, czego teraz potrzebujesz. Czy to jest wsparcie?”
Dwa krótkie przykłady:
Empatia
„Słyszę, że jesteś zaniepokojona. Dobrze zgaduję, że potrzebujesz teraz wsparcia?”
Współczucie
„Ojej, słabo to wygląda. Wiem, co czujesz, ja też tak miałem. Spróbuj się tym nie przejmować.”
W obydwu przypadkach są dobre chęci. A jednak efekt w relacji jest zupełnie inny.
Empatia zostawia przestrzeń dla drugiej osoby i jej procesu.
Współczucie bardzo łatwo robi się o nas.
Empatia jako technika vs empatia jako postawa
W NVC istnieją znane formułki typu:
„Kiedy widzę…, czuję…, bo potrzebuję…, czy mógłbyś…?”
albo w kierunku drugiej osoby:
„Kiedy słyszysz…, czujesz…, bo potrzebujesz…, w związku z tym chciałabyś…?”
To może być pomocne na etapie nauki, bo daje strukturę. I wiele osób właśnie tak zaczyna – ucząc się tego jak techniki.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy te formuły przenosimy wprost do życia codziennego, bez osadzenia ich w postawie.
Przykład z życia:
„Kiedy widzę te brudne naczynia w zlewie, to czuję złość, bo moja potrzeba spokoju jest niezaspokojona. Czy mógłbyś wkładać brudne naczynia od razu do zmywarki?”
Brzmi podręcznikowo.
Tyle że reakcja partnera/ki bywa mniej więcej taka:
„Czemu ty tak do mnie mówisz? Przestań używać tego psychologicznego języka. Nie manipuluj mną.”
Technicznie wszystko jest „zgodne z NVC”, a kontaktu i bliskości jest mniej, a nie więcej.
Kiedy empatia jest tylko techniką, skupiam się na:
– formie komunikatu
– poprawności kroków
– efekcie, który chcę osiągnąć
Kiedy empatia jest postawą, skupiam się na kontakcie.
Na człowieku przede mną, a nie na tym, czy wypowiedź jest idealnie „zrobiona”.
Dlatego dużo bardziej niż uczenia się gotowych zdań polecam ćwiczenie postawy empatycznej w bezpiecznych warunkach – na warsztatach, w ćwiczeniach w parach, w grupach. Tam można eksperymentować, popełniać błędy, sprawdzać, jak coś działa, jak brzmi, co z tego wynika.
Co daje empatia w relacji?
Po co w ogóle całe to zamieszanie z empatią?
Z mojej praktyki wynika, że kiedy ktoś realnie dostaje empatyczne towarzyszenie, dzieje się kilka rzeczy:
- ciało zaczyna się rozluźniać
- ton głosu staje się spokojniejszy
- zwalnia tempo mówienia
- układ nerwowy przestaje być w trybie „walcz” lub „uciekaj”
W empatycznym kontakcie nie trzeba bronić swojej racji, udowadniać tezy, walczyć o swoje zdanie albo uciekać z rozmowy. Pojawia się doświadczenie:
„Mogę tu być z tym, co czuję. Jest na mnie miejsce.”
To buduje poczucie bezpieczeństwa. Nawet jeśli temat jest bardzo trudny.
Często dzieje się jeszcze coś ważnego:
– opadają mechanizmy obronne
– pojawia się otwartość na współpracę
– rodzi się gotowość, by usłyszeć drugą stronę
Zdarza się, że sama empatyczna obecność bardziej „leczy” relację niż szybkie przejście do szukania rozwiązań, strategii rozwiązań „problemów”.
Kluczowe elementy postawy empatycznej
Można to ująć w kilku punktach. Empatia jako postawa to między innymi:
- Intencja kontaktu – Chcę być w kontakcie, niekoniecznie „w bliskiej relacji”. Mogę być empatyczny wobec osoby, którą mijam na ulicy raz w życiu. Chodzi o to, z jaką intencją słucham.
- Rozróżnianie faktów od interpretacji – Zauważam, co faktycznie usłyszałem / zobaczyłem, a co sobie dopowiadam. Mogę widzieć swoje oceny, ale ich nie mylę z rzeczywistością.
- Skupienie na uczuciach – Zgaduje, co druga osoba może czuć na podstawie tego, co mówi i jak mówi. Nie chodzi o „diagnozę”, ale o ciekawość: czy to smutek, złość, lęk, bezradność, wstyd…?
- Skupienie na potrzebach – W każdej wypowiedzi obecne są potrzeby – czasem bardzo ukryte. Zastanawiam się, czy w tym, co słyszę, jest tęsknota za szacunkiem, bezpieczeństwem, wpływem, odpoczynkiem, zrozumieniem, bliskością…
- Empatyczne zgadywanie – Sprawdzam, czy dobrze rozumiem, ale używam do tego zwykłego, potocznego języka, dopasowanego do relacji. Inaczej będę mówić do przyjaciela, inaczej do dziecka, partnerki, rodzica, szefa czy klienta – i to jest w porządku.
Zamiast „czy czujesz lęk, bo potrzebujesz bezpieczeństwa?” mogę po prostu zapytać:
„Martwisz się tym?”
„Dla ciebie ważne jest, żeby to było gotowe do piątku, bo chcesz wywiązać się z umowy, prawda?”
- Empatia dla siebie – Żeby być przy kimś, często najpierw potrzebuję zadbać o siebie. Zauważyć własne uczucia i potrzeby, osadzić się w ciele, uspokoić się na tyle, żeby móc naprawdę słuchać.
Kiedy empatia staje się trudna
Empatyczna postawa brzmi pięknie… do momentu, aż zderza się z naszymi własnymi „trudnymi” emocjami i przekonaniami.
- Jeśli mam trudną historię ze złością, może być mi bardzo trudno słuchać czyjejś złości.
- Jeśli mam trudną relację z bezradnością, czyjaś bezradność może mnie przytłaczać.
- Jeśli mam wypartą potrzebę odpoczynku, opowieści o odpoczywaniu mogą mnie irytować lub uruchamiać poczucie winy.
Niekiedy to nie są „problemy komunikacyjne”, tylko nasze własne rany i doświadczenia, które się odzywają.
Dlatego tak ważna jest empatia dla samego siebie.
Czasem potrzebuję dosłownie kilku chwil, żeby zauważyć:
„Ok, jest we mnie napięcie. Jest opór. Co ja teraz czuję? Czego potrzebuję, żeby móc dalej słuchać?”
Historia z drogi – trening empatii w praktyce
Kilka lat temu byłem na pięciodniowym wydarzeniu, na którym była też osoba przejawiająca bardzo dużo złości i sporo agresji słownej.
Co ważne: ta agresja nie była kierowana do nikogo z grupy, a do osób spoza naszego kontekstu, o których opowiadał.
Moja dawna, wyuczona reakcja byłaby prosta:
albo się odsunąć, albo zaatakować słownie.
Tym razem postanowiłem zrobić coś innego.
Świadomie zostałem przy tej osobie z empatyczną postawą.
Słuchałem. Z ciekawością zgadywałem:
– co jest pod tą złością?
– jakie uczucia jeszcze tam są?
– jakie potrzeby się tam ujawniają?
Na koniec wydarzenia okazało się, że to właśnie z tą osobą mogę wracać do domu, bo mieszkamy w podobnej okolicy. Podróż trwała około trzech godzin.
Zdecydowałem: jadę z nim. Potraktuję to jako trening empatii.
Przez większość drogi on mówił, ja słuchałem.
Opowiedział kilkadziesiąt lat swojego życia w trzy godziny, a historia była pełna agresji, jak się okazało był to były gangster, a obecnie biznesmen – miliarder.
Ja jedynie od czasu do czasu wtrącałem krótkie pytania, odzwierciedlenia, bardzo delikatne zgadywanie uczuć i potrzeb (w języku potocznym).
Pod koniec tej wspólnej podróży stało się coś ważnego.
Gdy ten człowiek doświadczył bycia usłyszanym, widzianym, przyjętym, w jego systemie pojawiło się więcej spokoju.
Przestał być tak reaktywny jak wcześniej, gdy ktokolwiek próbował coś do niego powiedzieć. Pojawiła się przestrzeń na to, żebym i ja mógł się wyrazić.
Zaufał.
Rozluźnił się.
To doświadczenie było jednym z bardziej rozwijających w mojej drodze uczenia się empatii. Pokazało mi bardzo wyraźnie, że sama empatyczna obecność i słuchanie potrafią zmieniać relacje, nawet bez spektakularnych „narzędzi”.
Co nie jest empatią (choć często tak wygląda)
Jest kilka reakcji, które bardzo często mylimy z pomocą, a które w rzeczywistości empatyczne nie są. To między innymi:
- dawanie rad
- naprawianie
- analizowanie
- mówienie „ja też tak mam” i szybkie przerzucanie rozmowy na siebie
To wszystko może mieć dobre intencje, ale odcina od kontaktu z tym, co żywe w drugim człowieku.
Kiedy zamiast tego zostajemy w empatycznym słuchaniu, bez naprawiania, bez rad, bez „a u mnie to pomogło…”, relacja naprawdę się pogłębia.
Często dopiero po jakimś czasie takiego towarzyszenia pojawia się naturalna przestrzeń na dialog, szukanie rozwiązań, wzajemne wyrażenie potrzeb.
Co z tego mam, kiedy „daję empatię”?
Może się wydawać, że jeśli „daję empatię”, to robię to tylko dla drugiej osoby.
A w praktyce jest inaczej.
Kiedy jestem empatycznie przy kimś, ja sam również dużo otrzymuję.
Doświadczenie empatycznego kontaktu często daje:
- więcej spokoju
- poczucie sprawczości
- zrozumienie siebie i innych
- bliskość
- poczucie wpływu na to, jak wyglądają relacje wokół mnie
To także realny wkład w zmianę społeczną – przez modelowanie innego sposobu bycia ze sobą nawzajem.
Podsumowanie
Empatia w rozumieniu NVC to coś innego niż ładne zdania i poprawne formuły.
To postawa:
– nastawiona na kontakt
– zakorzeniona w ciekawości uczuć i potrzeb
– oparta na gotowości, by na chwilę odsunąć swoje interpretacje, rady, analizy
Można się jej uczyć stopniowo, w bezpiecznych warunkach, ćwicząc z innymi ludźmi. Z czasem coraz mniej potrzeba schematów, a coraz więcej pojawia się naturalnego, ludzkiego języka, w którym jest miejsce na szczerość, uważność i serce.
Jeśli chcesz ten temat pogłębić, możesz zacząć od prostego pytania, kiedy ktoś dzieli się z tobą czymś trudnym:
„Co teraz najbardziej byłoby dla ciebie pomocne – żebym po prostu posłuchał, czy bardziej potrzebujesz rady lub pomocy w szukaniu rozwiązań?”
To często pierwszy krok do prawdziwej empatii w praktyce.
Jeśli chcesz nauczyć się w praktyce empatii, a nie tylko o niej czytać, zapraszam na warsztaty i Studium Komunikacji Empatycznej.
